Niedzielne starcie sąsiadów z tabeli zapowiadało się wyrównanie. Boisko szybko zweryfikowało jednak, że będzie to mecz, o którym kibice długo nie zapomną.
Motor Lublin Lechia Gdańsk 2:3 (1:2)
Bramki: Wolski 12, Rodin 47 samobójcza, Mena 16 i 73 karny, Neugebauer 37
Gol znikąd i szybkie przebudzenie Lechii
Motor rozpoczął spotkanie z ogromną energią. Gospodarze próbowali narzucić tempo, wykorzystywali boczne sektory i nie bali się uderzeń z dystansu. W takich warunkach to często najprostsza droga do gola.
W 12. minucie trybuny eksplodowały. Bartosz Wolski huknął sprzed pola karnego, a piłka po koźle zaskoczyła Aleksa Paulsena i wpadła do siatki. Motor objął prowadzenie, a Lechia musiała natychmiast odpowiedzieć.
I odpowiedziała błyskawicznie. Już cztery minuty później zamieszanie w polu karnym wykorzystał Camilo Mena, który z ostrego kąta doprowadził do wyrównania. Ten moment wyraźnie ożywił gdański zespół.
Neugebauer daje prowadzenie po akcji skrzydłem
Po golu na 1:1 to Lechia zaczęła wyglądać dojrzalej. Goście dłużej utrzymywali się przy piłce, cierpliwie budowali ataki i stopniowo przesuwali grę pod bramkę Motoru.
W 37. minucie przyszło idealne zwieńczenie tej przewagi. Kapitalne dośrodkowanie z lewej strony znalazło w polu karnym Tomasza Neugebauera, który precyzyjnym strzałem głową trafił tuż przy słupku. Bramkarz mógł tylko odprowadzić piłkę wzrokiem.
Do przerwy Lechia prowadziła 2:1 i wyglądała na zespół kontrolujący wydarzenia na boisku.
Samobój Rodina zmienia wszystko
Druga połowa rozpoczęła się od scenariusza, którego nikt w Gdańsku nie chciał oglądać. W 47. minucie po dynamicznej akcji Motoru piłkę do własnej bramki skierował Matej Rodin.
Samobójczy gol natychmiast przywrócił gospodarzom wiarę. Stadion ponownie ożył, a mecz stał się bardziej chaotyczny i fizyczny. Sypały się kartki, pojawiały się spięcia między zawodnikami, a gra momentami przypominała walkę o każdy metr śliskiej murawy.
VAR, rzut karny i drugi cios Meny
Decydujący moment nastąpił w 73. minucie. Po starciu w polu karnym sędzia początkowo puścił grę, lecz po analizie VAR wskazał na jedenasty metr. Protesty gospodarzy nie zmieniły decyzji.
Do piłki podszedł Camilo Mena. Kolumbijczyk zachował zimną krew i pewnym strzałem pokonał bramkarza, zdobywając swoją drugą bramkę w meczu. Lechia ponownie prowadziła 3:2.
Oblężenie bramki i niewykorzystane kontry
Końcówka była prawdziwym testem nerwów. Motor rzucił wszystkie siły do ataku, a Lechia momentami broniła się bardzo głęboko. Piłka niemal bez przerwy wracała w okolice pola karnego gości.
Jednocześnie biało zieloni mieli znakomite okazje do kontr. Kilka razy wychodzili z przewagą liczebną, lecz brakowało ostatniego podania lub skutecznego wykończenia. Wynik mógł być znacznie wyższy.
Gospodarze do ostatnich sekund walczyli o wyrównanie, ale defensywa Lechii zachowała koncentrację. Ostatecznie trzy punkty pojechały do Gdańska.
Cenne zwycięstwo mimo absencji lidera ataku
Sukces w Lublinie jest tym bardziej wartościowy, że Lechia musiała radzić sobie bez pauzującego za kartki Tomasa Bobcka. Mimo braku najlepszego strzelca ofensywa zadziałała bardzo skutecznie.
To zwycięstwo przedłużyło serię meczów bez porażki i pozwoliło gdańszczanom awansować w ligowej tabeli. W trudnych zimowych warunkach zespół pokazał charakter, skuteczność i dużą odporność psychiczną.
Komentarze (0)