Żadnego meczu przez rok
27-letni reprezentant Łotwy, 46-krotny kadrowicz, trafił do Gdańska latem 2025 roku ze Stalu Mielec. Kontrakt miał obowiązywać do połowy 2027 roku, z opcją przedłużenia. Rozegrał dla Lechii 10 spotkań, ostatnie 24 września w Pucharze Polski z Pogonią Grodzisk Mazowiecki. Potem przyszła kontuzja ścięgna Achillesa, a wraz z nią kłopoty, które dziś rozstrzyga nie polski sąd, tylko Izba ds. Rozwiązywania Sporów FIFA.
Klub sięgnął po paragraf, który miał go chronić
Gdy Jaunzems przekroczył 180 dni bez występu w oficjalnym meczu, Lechia skorzystała z artykułu 9 uchwały PZPN, który pozwala klubom jednostronnie rozwiązać kontrakt z zawodnikiem kontuzjowanym dłużej niż pół roku. Na papierze to proste rozwiązanie i tania droga wyjścia z umowy. W praktyce klub przestał płacić obrońcy, zanim ten w ogóle zdążył wrócić do treningów z drużyną. Jaunzems twierdzi, że sama niedyspozycja zdrowotna nie może być podstawą do zerwania umowy, i domaga się zaległych poborów oraz bonusu za podpis kontraktu, odroczonego do czerwca 2026 roku. Łącznie chodzi o kilkaset tysięcy złotych.
FIFA czyta przepisy inaczej niż PZPN
Tu zaczyna się problem Lechii. Jako zawodnik z zagranicznym paszportem, Jaunzems mógł pominąć Piłkarski Sąd Polubowny przy PZPN i skierować sprawę bezpośrednio do FIFA. A FIFA od lat konsekwentnie nie uznaje kontuzji za "słuszną przyczynę" jednostronnego rozwiązania kontraktu, chroniąc w takich sporach przede wszystkim zawodnika. Krajowy przepis, na który powołała się Lechia, dla światowej federacji po prostu nie istnieje. Obrońca jest dziś bez klubu i trenuje indywidualnie, czekając na rozstrzygnięcie.
To nie pierwszy taki przypadek w tym klubie
Historia brzmi znajomo, bo Lechia już ją przerabiała. 29 października 2025 roku Izba ds. Rozwiązywania Sporów FIFA nakazała klubowi zapłacić ponad 2 miliony euro dwóm innym byłym zawodnikom. Hiszpański napastnik Luis Fernández, wyeliminowany przez kontuzję kolana latem 2024 roku i praktycznie wypchnięty z klubu, dostał 1,22 miliona euro. Brazylijski obrońca Conrado, który sam zerwał kontrakt po tym, jak klub nie wypłacił mu obiecanego bonusu za podpis, odzyskał 804 tysiące euro. Lechia zapowiedziała odwołanie do Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu w Lozannie, ale schemat w obu sprawach był ten sam: zawodnik kontuzjowany albo niezapłacony, klub próbujący wyjść z sytuacji bez płacenia, i FIFA po stronie piłkarza.
Komentarze (0)