To była rzadka okazja, żeby zobaczyć z bliska, jak zaczyna się budowa morskiej farmy wiatrowej.
Gigant z Gdyni. Tego statku nie da się zignorować
Pierwsze chwile na pokładzie Svanen szybko ustawiają perspektywę. To nie jest zwykły statek – to narzędzie stworzone do ciężkiej pracy, gdzie wszystko podporządkowano jednej funkcji: operacjom offshore. Z każdej strony widać skalę. Grube stalowe konstrukcje, potężne instalacje i przede wszystkim dźwig, który dominuje nad całą jednostką. Dopiero stojąc przy burcie i patrząc w górę, zaczynasz rozumieć, czym jest te ponad 120 metrów wysokości. Na zdjęciach to wygląda imponująco, ale na żywo robi wręcz przytłaczające wrażenie.
W Porcie Gdynia trudno przejść obok niego obojętnie. Svanen nie wtapia się w portowy krajobraz – on go całkowicie zmienia. Już z daleka widać, że to nie jest zwykła jednostka. Bardziej przypomina fragment ogromnej konstrukcji przemysłowej, który ktoś „postawił” na wodzie. A jednak to właśnie jego największa siła. Za chwilę opuści port i ruszy tam, gdzie zaczyna się prawdziwa praca – na otwarte morze, gdzie każdy ruch musi być precyzyjny, a każdy błąd kosztuje czas i miliony.
5705 ton w powietrzu. Do czego naprawdę służy Svanen
Zbudowany w 1991 roku i należący do Van Oord, Svanen przez lata pracował przy setkach projektów offshore. Ale to jego ostatnia modernizacja sprawiła, że dziś znajduje się w absolutnej czołówce takich jednostek na świecie. Możliwość podnoszenia ładunków do 5705 ton i operowania nimi na wysokości nawet 72 metrów to nie tylko imponujące liczby. To realna zdolność do pracy przy największych projektach energetycznych.
Svanen nie jest statkiem uniwersalnym. To wyspecjalizowane narzędzie do jednego z najtrudniejszych zadań offshore – instalacji monopali. To właśnie te ogromne stalowe fundamenty są podstawą każdej turbiny wiatrowej na morzu. Ich montaż wymaga precyzji, doświadczenia i sprzętu, który wybacza jak najmniej błędów.
Tu zaczyna się Baltica 2. Svanen wchodzi do gry
Svanen nie pojawił się w Gdyni przypadkowo. To jeden z kluczowych elementów projektu Baltica 2, który realizują Ørsted i PGE Polska Grupa Energetyczna. To właśnie ta jednostka będzie odpowiadać za instalację fundamentów pod turbiny. Od tego etapu zależy praktycznie wszystko, co wydarzy się później.
– Rok 2026 to jest przełomowy rok dla projektu Baltica II, bo właśnie w maju rozpoczynamy instalację monopali, czyli wychodzimy na morze. – powiedziała Beata Głuszcz, Head of Communications Ørsted Offshore Poland
To moment, w którym projekt przestaje być planem, a zaczyna być realną budową. I właśnie wtedy do pracy wchodzą takie jednostki jak Svanen.
Jedna farma? Nie. Ponad sto elektrowni na morzu
Projekt Baltica 2 trudno porównać do czegokolwiek, co powstawało wcześniej w Polsce. To nie jest jedna inwestycja w jednym miejscu. To ogromny system rozproszony na morzu. Ponad 100 turbin, rozstawionych na powierzchni około 190 kilometrów kwadratowych, 40 kilometrów od brzegu. Każda z nich to osobna konstrukcja, osobna operacja instalacyjna i osobne wyzwanie. To dlatego skala całego projektu jest tak trudna do wyobrażenia. Dopiero gdy zaczynają pracować takie jednostki jak Svanen, widać, jak to naprawdę wygląda.
Bałtyk to nie pustka. To jeden z trudniejszych placów budowy w Europie
Z zewnątrz morze może wyglądać spokojnie. W praktyce jest zupełnie odwrotnie.
– Obszar morski nie jest pustą przestrzenią. W tym rejonie przepływa rocznie ponad 5 tysięcy jednostek, a warunki potrafią się zmieniać bardzo dynamicznie. Dlatego musimy być gotowi na szybkie decyzje i bardzo precyzyjną koordynację działań – mówił Łukasz Stępień, kierownik ds. operacji morskich Baltica 2
To oznacza pracę w środowisku, gdzie wszystko jest w ruchu. Statki, pogoda, harmonogramy. W jednym momencie na morzu może działać kilkadziesiąt jednostek, a w szczycie nawet 600–700 osób.
– Nie możemy sobie pozwolić na samowolkę. Musimy bardzo ściśle koordynować wszystkie działania, żeby uniknąć konfliktów instalacyjnych i przestojów. – podkreślał Marcin Dudek
To poziom organizacji, który bardziej przypomina zarządzanie lotniskiem niż budowę.
Zanim pojawi się turbina, trzeba przygotować całe morze
Zanim Svanen zacznie wbijać fundamenty, Bałtyk musi zostać przygotowany. I to w sposób, którego nie widać z brzegu. Dno morskie jest oczyszczane, badane i modelowane. Powstają wykopy pod kable, które połączą turbiny z morskimi stacjami i lądem. Wykorzystuje się do tego specjalistyczny sprzęt, jak ogromny pług „Megalodon”, który przecina dno morza i tworzy miejsce pod infrastrukturę.
– Musimy stworzyć cały ekosystem operacyjny i procedury, na których będziemy opierać nasze działania – od logistyki po bezpieczeństwo. – tłumaczył Łukasz Stępień
To etap, bez którego nic dalej by się nie wydarzyło.
Globalna układanka. Niemcy, Wietnam i Polska w jednym projekcie
Projekt Baltica 2 najlepiej pokazuje, jak wygląda dziś energetyka morska od kuchni. To nie jest jedna inwestycja realizowana w jednym miejscu. To rozciągnięty na kilka kontynentów łańcuch produkcji, logistyki i technologii, który finalnie spotyka się na Bałtyku.
Fundamenty turbin, czyli monopale, powstają w Niemczech – tam, gdzie od lat rozwijana jest produkcja tego typu konstrukcji. Z kolei morskie stacje elektroenergetyczne budowane są w Wietnamie i dopiero później ruszają w długą podróż do Europy. Ich transport to osobna operacja logistyczna – nawet 14 tysięcy mil morskich, często wokół Afryki, zanim dotrą na Bałtyk.
– Te stacje to najbardziej złożone elementy całej farmy. To właśnie one zbierają energię ze wszystkich turbin i przekazują ją dalej na ląd. Można powiedzieć, że są sercem całego systemu – bez nich cała infrastruktura nie mogłaby funkcjonować. – wyjaśniał Tobiasz Cieślak
Jednocześnie w tym międzynarodowym układzie coraz wyraźniej zaznacza się rola Polski. Na razie to początek drogi – ale już dziś w projekt zaangażowane są lokalne firmy, które produkują elementy konstrukcyjne, realizują prace inżynieryjne czy uczestniczą w budowie infrastruktury.
– W tej chwili local content wynosi około 20–25 procent. To naturalne dla rynku, który dopiero się rozwija i buduje swoje kompetencje. Natomiast patrząc na doświadczenia z innych krajów, widzimy bardzo wyraźnie, że wraz z rozwojem sektora ten udział rośnie – coraz więcej firm wchodzi do łańcucha dostaw, powstają nowe zakłady produkcyjne i rośnie zaplecze technologiczne. – mówiła Beata Głuszcz
To proces, który już się zaczął. Dziś Polska korzysta z doświadczenia innych, ale jednocześnie buduje własne kompetencje. Każda taka inwestycja to krok w stronę momentu, w którym coraz więcej elementów powstawać będzie lokalnie, a Bałtyk stanie się nie tylko miejscem produkcji energii, ale też centrum całej branży offshore.
Komentarze (0)