Wyjątkowe miejsce
Skansen przy ulicy Haffnera to miejsce, gdzie łatwo zapomnieć, że kilkaset metrów dalej jest molo i Monciak. Palisada, brama, drewniane chaty, a między nimi ludzie w lnianych strojach. Muzeum Archeologiczne w Gdańsku zaprosiło tu wszystkich, którzy chcieli na chwilę przenieść się o tysiąc lat wstecz i zobaczyć, jak nasi przodkowie mogli się żegnać z ciepłą porą roku.
Żegnaliśmy lato przede wszystkim warsztatami. Było kowalstwo, były oczywiście tańce, grała muzyka dawna. Było też rybołówstwo i wiele innych atrakcji. Elementem wieńczącym była ceremonia podziękowania za plony, która nawiązywała do starych słowiańskich wierzeń, mówi Dawid Brzozowski z Muzeum Archeologicznego w Gdańsku.
Żerczyni mówi sercem
Dawid Brzozowski nie tylko opowiadał o ceremonii. Sam brał w niej udział jako jeden z odtwórców. Nie ukrywa, że trudno tu mówić o wiernej rekonstrukcji, bo historia zostawiła po sobie niewiele wskazówek.
Inscenizacja powstała na podstawie kronik, ale jest przez nas bardzo mocno zmieniona. Źródeł pisanych mamy bardzo malutko. Koleżanka, która była główną żerczynią, sama mówi, że nigdy do końca nie wie, co powie. To, co mówi, wychodzi prosto z jej serca, mówi Dawid Brzozowski.
Rdzeń obrzędu opiera się więc na tym, co wiadomo ze źródeł. Reszta to wyobraźnia i emocje ludzi, którzy od lat żyją tą historią. Brzozowski przywołuje zresztą słowa jednej ze swoich ulubionych gwiazd muzyki. Kiedy idziemy za głosem serca, nigdy nie pobłądzimy.
Dożynki sprzed tysiąca lat
Disco polo tysiąc lat temu nikt nie słuchał, ale sama idea święta brzmi bardzo znajomo. To w gruncie rzeczy słowiańskie dożynki. Bóg, któremu dziękowano, przez wieki się zmieniał. Zwyczaj został.
Święto Plonów to tak naprawdę dzień dziękczynny. Koniec pracy, żniwa zebrane, można trochę odpocząć. Ale musimy się przygotować na porę ciemną, bo z dnia na dzień będzie coraz chłodniej, a o tej porze dnia niedługo będzie już właściwie noc, wyjaśnia Dawid Brzozowski.
Czy tak samo myśleli ludzie, którzy mieszkali na tym wzgórzu? Tego nikt nie wie na pewno. Ale jak zauważa Brzozowski, nie trzeba kronik, żeby zrozumieć, że plon to coś, co daje życie. I że warto za niego podziękować.
Gród, który strzegł brzegu
Miejsce święta nie jest przypadkowe. Grodzisko to najstarszy zabytek Sopotu. Gród zbudowano na przełomie VIII i IX wieku na morenowym wzgórzu. Najpierw istniała tu otwarta osada z ziemiankami, a mniej więcej w połowie IX wieku powstał warowny gród otoczony drewniano-ziemnym wałem.
Archeolodzy uważają, że był to gród strażniczy, który pilnował pasa wybrzeża. Stał wtedy nad samym Bałtykiem. Dziś morze jest około 400 metrów dalej. Gród trzy razy płonął i dwa razy go odbudowano. Wał w kształcie podkowy otacza niewielki majdan, a od zachodu chroniła go fosa głęboka na sześć metrów.
Pierwsze badania prowadził tu w 1885 roku Hugo Conwentz. Po wojnie wykopaliska przejęło Muzeum Archeologiczne w Gdańsku. To, co dziś widzą zwiedzający, nie jest dekoracją postawioną na oko. Palisadę, bramę i chaty odtworzono dokładnie tam, gdzie archeolodzy natrafili na ich pozostałości.
Bursztyn i codzienność przodków
U stóp wzgórza od 2011 roku działa pawilon wystawienniczy. Można tam zobaczyć przedmioty wydobyte podczas wykopalisk, od codziennych narzędzi po wyroby z bursztynu, które świadczą o tym, że miejscowi znali się na jego obróbce. Działają też pracownie, w których dzieci i młodzież uczą się dawnych rzemiosł.
Komentarze (0)