To moment, na który polski program jądrowy czekał od lat. Spółka Polskie Elektrownie Jądrowe podpisała pierwszą umowę kredytową związaną z budową elektrowni jądrowej na Pomorzu. Choć nie chodzi jeszcze o wielomiliardowe finansowanie samej budowy, znaczenie tej decyzji jest symboliczne i praktyczne zarazem - atom w Polsce wchodzi w fazę realnych zobowiązań finansowych.
Umowa została zawarta z amerykańską agencją rządową Export-Import Bank of the United States (US EXIM) i dotyczy finansowania prac przygotowawczych oraz inżynieryjnych realizowanych w ramach współpracy z konsorcjum Westinghouse-Bechtel, które odpowiada za projekt technologiczny pierwszej polskiej elektrowni jądrowej w lokalizacji Lubiatowo-Kopalino.
Kredyt na start, nie na beton
Podpisana umowa nie finansuje jeszcze wylewania fundamentów ani montażu reaktorów. Obejmuje ona prace inżynieryjne, analizy projektowe oraz działania przygotowujące inwestycję do fazy budowlanej. To jednak dokładnie ten etap, który decyduje o powodzeniu całego przedsięwzięcia - zarówno technicznie, jak i finansowo.Kredyt został udzielony w ramach programu Engineering Multiplier Program, którego celem jest wspieranie projektów z udziałem amerykańskich technologii i firm. Po stronie polskiej agentem kredytu został Bank Pekao S.A., co dodatkowo wzmacnia wiarygodność transakcji na rynku finansowym.
Jak ma być finansowany polski atom?
Model finansowania pierwszej elektrowni jądrowej w Polsce opiera się na klasycznej strukturze projektowej:
- około 30 procent kosztów ma pochodzić z kapitału własnego, głównie poprzez dokapitalizowanie spółki PEJ ze środków Skarbu Państwa,
- pozostałe 70 procent to finansowanie dłużne, pozyskiwane od międzynarodowych instytucji finansowych, agencji kredytów eksportowych oraz banków komercyjnych.
Dlaczego ta umowa jest przełomowa?
Choć kwotowo nie jest to jeszcze największy kontrakt w historii polskiej energetyki, jej znaczenie trudno przecenić. To pierwszy formalny sygnał, że międzynarodowe instytucje są gotowe pożyczać pieniądze na polski projekt jądrowy – a bez tego żadna elektrownia atomowa nie ma szans powstać.Dla rynku finansowego to również test wiarygodności spółki PEJ, harmonogramu inwestycji oraz zdolności państwa do długofalowego wsparcia projektu, który będzie realizowany przez kilkanaście lat.
Atom jako filar transformacji
Planowana elektrownia jądrowa na Pomorzu ma składać się z trzech reaktorów o łącznej mocy około 3,7 GW. Pierwszy blok ma rozpocząć pracę w połowie lat 30. XXI wieku. Dla polskiego systemu energetycznego oznacza to stabilne, bezemisyjne źródło energii, które ma zastąpić wycofywane moce węglowe i ograniczyć zależność od importu paliw kopalnych.Projekt ma również wymiar gospodarczy - setki firm w łańcuchu dostaw, tysiące miejsc pracy oraz rozwój kompetencji w obszarze energetyki jądrowej, której w Polsce do tej pory praktycznie nie było.
Kolejne decyzje już w drodze
Podpisana umowa kredytowa to dopiero początek. W najbliższych miesiącach spółka PEJ planuje negocjacje kolejnych umów finansowych, które obejmą już właściwą fazę budowy. To wtedy zapadną decyzje o finansowaniu liczonym w dziesiątkach miliardów euro.Jedno jest pewne - po latach strategii, map drogowych i politycznych deklaracji, polski atom właśnie wkroczył w etap, w którym liczą się konkretne liczby, umowy i terminy.
Komentarze (0)