Poziom wody w Morzu Bałtyckim osiągnął najniższą wartość w historii pomiarów prowadzonych od 1886 roku – informuje Instytut Oceanologii Polskiej Akademii Nauk. Średni stan wód w całym basenie jest obecnie o około 67 centymetrów niższy od normy. Naukowcy uspokajają jednak, że nie oznacza to „wysychania” morza, lecz efekt wyjątkowej konfiguracji pogodowej.
Dlaczego Bałtyk „uciekł”?
Eksperci z Sopotu wskazują na dwa główne czynniki. Silne i długotrwałe wiatry z północy oraz wschodu wypychają wodę przez Cieśniny Duńskie w kierunku Morza Północnego. Dodatkowo nad Skandynawią utrzymuje się wyż baryczny, który sprzyja dalszemu przemieszczaniu się mas wody na zachód.
Zjawisko to znane jest oceanografom jako tzw. wind set-down – sytuacja, w której stały wiatr z jednego kierunku powoduje obniżenie poziomu wody w danym akwenie, mimo że jej globalna objętość się nie zmienia. Według szacunków badaczy w Bałtyku „brakuje” obecnie około 275 miliardów ton wody.
Skutki dla portów i żeglugi
Niski stan morza ma realne konsekwencje dla transportu i infrastruktury portowej. Spadek poziomu wody oznacza mniejszą głębokość torów podejściowych, co wymaga ostrożniejszego planowania operacji portowych. Problemy odnotowano m.in. w Sztokholm, gdzie obniżenie lustra wody odsłoniło XVII-wieczny wrak, a większe jednostki muszą cumować dalej od brzegu.
W Polsce sytuacja jest monitorowana m.in. przez Port Gdańsk.
— Stan wody w Zatoce podlega dynamicznym wahaniom związanym z poziomem morza. Agenci obsługujący statki monitorują sytuację i na bieżąco przekazują odpowiednie informacje swoim armatorom. Obecnie tendencja poziomu wody jest wzrostowa – według danych Hydro IMGW-PIB, na stacji Port Północny aktualny poziom wynosi 471 cm (najniższy w tym miesiącu – 428 cm – odnotowano 2 lutego). Przy czym średni stan wody w Porcie Gdańsk to 496 cm — poinformowała nas Aneta Urbanowicz Specjalista ds. Public Relations Public Relations Specialist z Portu Gdańsk.
Chociaż sytuacja ta może powodować utrudnienia, to Port Gdańsk zapewnia, że sytuacja jest stabilna, a płynność ruchu w porcie nie zagrożona.
— Płytsze wody mogą ograniczać głębokość torów podejściowych i wpływać na planowanie operacji portowych. Szczególnie jednostki o dużym zanurzeniu, takie jak tankowce, mogą być zmuszone do oczekiwania na redzie przed wejściem do portu. Wszystkie te sytuacje są jednak na bieżąco monitorowane i rozwiązywane w toku codziennych operacji portowych, dzięki czemu funkcjonowanie portu pozostaje płynne — dodaje Aneta Urbanowicz.
Lód, torosy i lodowa droga
Obecne warunki pogodowe sprzyjają także zamarzaniu części Bałtyku. Zachodnia część Zatoki Puckiej została w znacznej mierze skute lodem. Na estońskim Archipelag Zachodnioestoński, między wyspami Hiuma i Sarema, uruchomiono 17-kilometrową lodową drogę dla samochodów.
W Polsce spektakularne zjawiska można obserwować m.in. na plaży w Mikoszewie, gdzie powstały torosy, czyli wały spiętrzonego lodu sięgające nawet 2,5 metra wysokości. Satelitarne zdjęcia z 3 lutego pokazują rozległe zlodzenie wewnętrznej Zatoki Puckiej.
Co dalej z poziomem wody?
Naukowcy podkreślają, że sytuacja jest przejściowa. Gdy osłabną wiatry z północy i wschodu, poziom wody powinien stopniowo wracać do normy. Zmiana ta będzie istotna również dla ekosystemu Bałtyku, który już dziś zmaga się z problemem niedotlenienia w głębszych warstwach.
Rekordowy spadek poziomu wody to wyraźne przypomnienie, jak silnie warunki atmosferyczne wpływają na Bałtyk i funkcjonowanie portów. Dla mieszkańców wybrzeża to niezwykłe widoki i rzadkie zjawiska, ale dla infrastruktury morskiej, sytuacja wymagająca stałej kontroli i elastycznego reagowania.
Komentarze (0)