W meczu 33. kolejki PKO BP Ekstraklasy Lechia Gdańsk przegrała u siebie z Legią Warszawa 1:2, a decydujący gol padł już w doliczonym czasie gry. Spotkanie miało ogromne znaczenie dla obu zespołów - Legia walczy o europejskie puchary, natomiast Lechia desperacko broni się przed spadkiem.
Lepiej mecz rozpoczęli goście z Warszawy. Już w 11. minucie Jean-Pierre Nsame wykorzystał dokładne dogranie Kacpra Chodyny i otworzył wynik spotkania. Legia kontrolowała wydarzenia na boisku, a gospodarze długo nie potrafili zagrozić bramce Vladana Kovacevicia.
Po zmianie stron Lechia zaczęła grać odważniej i przejęła inicjatywę. W 63. minucie wyrównał Tomas Bobcek, który skutecznie wykończył akcję po dośrodkowaniu Camilo Meny. Gdańszczanie uwierzyli wtedy, że mogą sięgnąć po niezwykle ważne punkty.
Końcówka spotkania okazała się jednak katastrofalna dla gospodarzy. W 87. minucie sytuację Lechii dodatkowo skomplikowała czerwona kartka dla Ivana Zhelizki. Obrońca obejrzał drugie żółte napomnienie po ostrym faulu i zostawił swój zespół w osłabieniu na najważniejsze minuty meczu. Grająca w przewadze Legia mocniej nacisnęła rywala i wykorzystała chaos w defensywie Lechii.
W doliczonym czasie gry, dokładnie w 90+5. minucie, po wrzucie z autu i zamieszaniu w polu karnym fatalny błąd popełniła defensywa gospodarzy. Piłka trafiła pod nogi Antonio Colaka, który z bliskiej odległości wpakował ją do siatki, zapewniając Legii zwycięstwo 2:1.
Dla Legii zwycięstwo oznacza utrzymanie realnych szans na grę w europejskich pucharach. Drużyna ze stolicy wykorzystała potknięcia rywali i przed ostatnią kolejką wciąż pozostaje w grze o miejsce premiowane awansem do eliminacji Ligi Konferencji.
Znacznie trudniejsza jest sytuacja Lechii. Gdańszczanie znaleźli się "pod ścianą" i w ostatniej serii spotkań będą musieli nie tylko wygrać z Termalicą Nieciecza, ale także liczyć na korzystne wyniki innych drużyn. To kolejny słaby występ biało-zielonych w końcówce sezonu.
Komentarze (0)