Zimowy sparing Bałtyku Gdynia z Mazurem Radzymin, rozegrany na Narodowym Stadionie Rugby, wzbudził ogromne zainteresowanie jeszcze przed pierwszym gwizdkiem. Cena biletu - 99 zł - zupełnie nie pasuje do realiów szóstego poziomu rozgrywkowego, gdzie mecze są zazwyczaj darmowe lub symbolicznie płatne. Tym razem chodzi jednak o coś więcej niż zwykłe 90 minut gry.
Głośne nazwiska zamiast ligowej rangi
Organizatorzy postawili na efekt przyciągający uwagę szerokiej publiczności. Obecność rapera Quebonafide oraz piłkarzy z przeszłością w najwyższych ligach sprawia, że sparing okręgówki zaczyna funkcjonować jako wydarzenie z pogranicza sportu i popkultury. W medialnych zapowiedziach pojawił się także wątek Grzegorza Krychowiaka, co dodatkowo podgrzało zainteresowanie spotkaniem, choć jego występ nie został oficjalnie potwierdzony.Sama możliwość zobaczenia na boisku zawodników kojarzonych z reprezentacją Polski czy dużymi klubami zmienia odbiór meczu. Dla części kibiców to jedyna okazja, by w kameralnej atmosferze zobaczyć znane nazwiska bez konieczności wyjazdu na wielkie stadiony.
Ryzyko, które dzieli kibiców
Wysoka cena biletu wywołała jednak mieszane reakcje. Część kibiców uważa, że to naturalna konsekwencja nadania sparingowi wyjątkowego charakteru. Inni podkreślają, że 99 zł to bariera nie do zaakceptowania dla fanów przyzwyczajonych do lokalnej, dostępnej dla wszystkich piłki.Dyskusja wokół meczu pokazuje szerszy problem polskiego futbolu amatorskiego: jak pogodzić tradycyjny, lokalny charakter klubów z potrzebą nowoczesnej promocji i poszukiwania pieniędzy. Sparing Bałtyku Gdynia z Mazurem Radzymin stał się więc nie tylko sportowym wydarzeniem, ale też głośnym eksperymentem, który na chwilę skierował oczy całej piłkarskiej Polski na okręgówkę.
Komentarze (0)