Na plaży w rezerwacie Mewia Łacha w Mikoszewie na Mierzei Wiślanej zakończyła się akcja usuwania martwego wieloryba, którego kilka dni wcześniej morze wyrzuciło na brzeg. Zwierzę odnaleziono na obszarze objętym ścisłą ochroną przyrodniczą. Według wstępnych ustaleń był to około pięciometrowy przedstawiciel fiszbinowców.
Szczątki walenia zauważono w miniony weekend. Informację o znalezisku przekazali strażnicy rezerwatu oraz uczestnicy rejsów turystycznych organizowanych w rejonie ujścia Wisły. Eksperci z Błękitnego Patrolu WWF pobrali próbki do badań DNA, które mają pomóc w dokładnym ustaleniu gatunku zwierzęcia.
Operacja usunięcia ciała była wyjątkowo trudna. Wieloryb znajdował się w zaawansowanym stadium rozkładu, a teren rezerwatu jest pod szczególną ochroną ze względu na okres lęgowy ptaków. Służby musiały czekać na odpowiednie warunki pogodowe i spokojniejsze morze, aby bezpiecznie przeprowadzić akcję. Do transportu wykorzystano między innymi quad oraz ciężarówkę firmy zajmującej się utylizacją zwierząt.
W działania zaangażowany był Urząd Morski w Gdyni. Jak podkreślali przedstawiciele służb, konieczne było zachowanie szczególnej ostrożności, ponieważ ciało mogło rozpaść się podczas transportu. Ostatecznie szczątki zostały wywiezione do utylizacji.
Eksperci przypominają, że wieloryby niezwykle rzadko pojawiają się w Morzu Bałtyckim. Najczęściej trafiają tam przypadkowo przez Cieśniny Duńskie. Jedynym gatunkiem waleni stale występującym w Bałtyku jest morświn. Na razie nie wiadomo, co było przyczyną śmierci odnalezionego ssaka.
Komentarze (0)