„Już nie rozmawiamy, kto jest kim”
W Gnieźnie jednym z miejsc, w których spotykają się Polacy i Ukraińcy, jest Centrum Kultury eSTeDe. Po wybuchu wojny organizowano tam zajęcia i wydarzenia skierowane do osób, które dopiero przyjechały do miasta. Z czasem formuła się zmieniła.
Dziś nie chodzi już o to, żeby tworzyć osobne zajęcia dla Ukraińców i osobne dla Polaków. Na spotkania może przyjść każdy.
- Myślimy sobie, że społeczność ukraińska jest po prostu częścią naszej społeczności eSTeDe
- mówi Joanna Łacińska-Stube.
Jak dodaje, podczas zajęć Polki i Ukrainki po prostu spędzają razem czas.
- Na każde zajęcia, które mamy, są one otwarte i mogą przychodzić i Ukrainki, i Polki. Po prostu na tych zajęciach sobie funkcjonują razem - dodaje.
To właśnie takie codzienne sytuacje mogą mieć większe znaczenie niż jednorazowe akcje integracyjne.
Muzyka połączyła Polki i Ukrainki
Dobrym przykładem jest zespół „Koleżanki”, który prowadzi Tetiana Shakhova. Kobieta pochodzi z Kijowa, a po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji zamieszkała w Gnieźnie.
W zespole spotykają się Polki i Ukrainki. Śpiewają polskie piosenki, przede wszystkim ludowe, ale także utwory ukraińskie i własne kompozycje.
Z czasem przestało mieć znaczenie, kto skąd pochodzi.
- Jesteśmy świadome, że przede wszystkim jesteśmy dziewczynami, kobietami, ludźmi
- mówi Tetiana.
Zespół pojawia się podczas wydarzeń miejskich i powiatowych. Jego członkinie uczestniczą zarówno w polskich, jak i ukraińskich uroczystościach.
Wspólne śpiewanie pomaga również w nauce języka. Polki podpowiadają Ukrainkom słowa i poprawiają ich wypowiedzi. Z czasem pojawiły się nawet żarty z podobieństw języka polskiego i ukraińskiego.
- Polki, Ukrainki - my już od jakiegoś czasu w ogóle nie rozmawiamy, kto jest kim
- mówi Tetiana.
Jak podkreślają nasi rozmówcy, to chyba jeden z najprostszych przykładów tego, jak wygląda integracja. Nie polega na tym, że ktoś przestaje być Ukraińcem albo Ukrainką. Chodzi raczej o to, że narodowość przestaje być najważniejszą rzeczą w relacji z drugim człowiekiem.
Dzieci szybko przełamują barierę
Proces ten widać również wśród dzieci. Barbara Hrab z Biblioteki Publicznej Miasta Gniezna prowadzi „Czwartkowe inspiracje”. Zajęcia były organizowane jeszcze przed wojną, ale po przyjeździe ukraińskich rodzin zaczęły uczestniczyć w nich także dzieci z Ukrainy.
Początkowo stanowiły nawet około jednej trzeciej grupy.
Wspólnie z polskimi dziećmi wykonywały prace plastyczne i słuchały książek czytanych po polsku. Na początku mówiły niewiele. Problemem była przede wszystkim bariera językowa.
- One się bardzo dobrze z naszymi dziećmi czuły. Robiły prace plastyczne, słuchały tych książeczek, które czytałam w języku polskim
- wspomina Barbara Hrab.
Jednocześnie dzieci nadal sięgają po ukraińskie książki. Szczególnie młodsze szukają historii, bohaterów i ilustracji związanych z krajem, z którego pochodzą.
I jedno nie wyklucza drugiego.
W szkole biorą udział w polskich uroczystościach
Podobne doświadczenia mają nauczyciele w Zgierzu.
Ewa Grabowska ze Szkoły Podstawowej nr 11 zwraca uwagę, że uczniowie z Ukrainy chętnie uczestniczą w życiu szkoły. Biorą udział w konkursach, przedstawieniach i uroczystościach.
Pojawiają się również podczas polskich świąt.
- Bardzo chętnie uczestniczą w konkursach, przedstawieniach, nawet w czasie, kiedy są jakieś święta narodowe czy zakończenie roku, to się pięknie ubierają w swoje stroje narodowe. Poza tym uczestniczą chętnie również w naszych świętach
- opowiada.
Sport też pomaga
Kolejnym miejscem, gdzie narodowość schodzi na dalszy plan, jest boisko czy sala sportowa.
Zbigniew Pacholczyk z Gwardii Łódź podkreśla, że sport ma być przede wszystkim sposobem na integrację rówieśniczą. W przypadku judo chodzi również o dyscyplinę, samokontrolę i systematyczność.
Nie chodzi więc wyłącznie o sportowy wynik.
Dzieci spotykają się regularnie, mają wspólne treningi i uczą się funkcjonowania w grupie. W takich warunkach różnice językowe czy kulturowe mogą stopniowo przestawać być przeszkodą.
Podobne doświadczenia ma Tomasz Śmiechowski, wiceprezes Stowarzyszenia Sportu Młodzieżowego Wisła Płock.
Wspomina chłopca z Ukrainy, który pojawił się w klubie w marcu 2022 roku. Został bardzo dobrze przyjęty przez polskich rówieśników.
- Chłopcy się bardzo zaangażowali w to, żeby on się tutaj dobrze czuł. Rodzice zaangażowali się, z własnej inicjatywy poszli, zakupili dla niego sprzęt - opowiada.
Jak dodaje, barierą był przede wszystkim język. Dzieci szybko zaczęły jednak sobie z nim radzić.
- Nigdy też nie dotarła do mnie informacja, żeby te dzieci z Ukrainy były jakieś roszczeniowe, czy gdzieś tam zaczepiały naszych chłopaków. Naprawdę, jeśli chodzi o sprawy pomiędzy chłopcami z Polski, z Ukrainy, nie było żadnych nigdy problemów
- mówi.
Integracja to nie tylko nauka polskiego
Roman Tarnowski, dyrektor Studium Języka Polskiego dla Cudzoziemców Uniwersytetu Łódzkiego, zwraca uwagę, że sama nauka języka to dopiero część procesu.
Studium oprócz zajęć prowadzi również aktywności, które mają dawać studentom kontakt z polską kulturą i społeczeństwem.
To wyjścia do teatru i na koncerty, spotkania integracyjne z Polakami, wydarzenia kulturalne czy wspólne gotowanie.
- One mają za zadanie aktywizować naszych studentów, no i też mają taki niebagatelny wymiar integracyjny
- mówi Tarnowski.
W ostatnim roku akademickim w grupie 480 słuchaczy 90 stanowili Ukraińcy.
Jak podkreśla dyrektor, ważne jest także to, żeby osoby uczące się języka wychodziły poza mury uczelni i miały okazję spotykać ludzi spoza swojego środowiska.
„Integracja jest procesem obustronnym”
Dr Marcin Gońda, socjolog z Uniwersytetu Łódzkiego, zwraca uwagę, że integracja nie może być rozumiana jako zadanie, które spoczywa wyłącznie na osobach przyjeżdżających do Polski.
- Integracja cudzoziemców nie tylko polega na tym, że to jest wysiłek samego cudzoziemca, żeby on poświęcił się i próbował jakoś zaadaptować do tych warunków, ale to też jest odpowiedź samego społeczeństwa
- mówi.
Jak tłumaczy, potrzebna jest również gotowość polskiego społeczeństwa do tworzenia przestrzeni, w których cudzoziemcy mogą uczestniczyć w życiu lokalnej społeczności.
Nie chodzi o to, żeby przestali być Ukraińcami
Podobnie na integrację patrzą osoby pracujące z migrantami w Gdańsku.
Olga Gulńska z Europejskiego Centrum Solidarności koordynuje program „Cześć” dla nowych mieszkańców Gdańska. Od czterech lat większość jego uczestników stanowią obywatele Ukrainy.
Jej zdaniem najlepszy efekt pojawia się wtedy, gdy człowiek zaczyna czuć więź z nowym miejscem, ale jednocześnie nie traci swojej wcześniejszej tożsamości.
- My naprawdę nie aspirujemy do tego, żeby po tych dwóch miesiącach osoby, które do nas aplikowały, zostały Polakami i Polkami
- mówi.
Chodzi o coś innego - żeby poznały nowe miejsce, ludzi i kulturę, a jednocześnie zachowały własne korzenie.
Komentarze (0)