Dyskusję o bezpieczeństwie pacjentów wywołały wrześniowe alarmy związane z zagrożeniem z powietrza na wschodzie Polski. Lekarze podstawowej opieki zdrowotnej zaczęli zwracać uwagę, że ogólne komunikaty kierowane do ludności nie odpowiadają na wszystkie pytania dotyczące funkcjonowania placówek medycznych.
Problem nie ogranicza się jednak do województwa lubelskiego. Procedury dotyczące zagrożenia z powietrza mają charakter ogólnopolski, a analogiczna sytuacja może wydarzyć się w dowolnym regionie kraju.
W przychodni mogą znajdować się wówczas dziesiątki osób: dzieci, seniorzy, osoby poruszające się na wózkach, pacjenci przewlekle chorzy czy ludzie znajdujący się właśnie w trakcie badania albo zabiegu.
Lekarze pytają: zostać czy się ewakuować?
30 września lekarze POZ spotkali się w Lublinie z przedstawicielami Państwowej Straży Pożarnej, aby omówić zasady zachowania podczas alarmów.
Pytania dotyczyły przede wszystkim tego, czy w przypadku ostrzeżenia należy przerwać przyjmowanie pacjentów, zamknąć poradnię, wyprowadzić ludzi czy pozostać razem z nimi w budynku.
Przedstawiciele środowiska lekarskiego wskazywali, że wcześniejsze alarmy pokazały brak jednolitego sposobu działania. Poszczególne placówki mogły podejmować różne decyzje, choć znajdowały się w podobnej sytuacji.
Jedna przychodnia może więc skierować ludzi do wewnętrznego korytarza lub piwnicy, inna zdecydować o opuszczeniu budynku, a jeszcze inna kontynuować przyjmowanie pacjentów.
Alarm nie zawsze oznacza ewakuację na zewnątrz
To szczególnie ważne, ponieważ w przypadku zagrożenia atakiem z powietrza wyjście przed budynek wcale nie musi zwiększać bezpieczeństwa.
25 września Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji opublikowało ogólnopolską instrukcję reagowania na zagrożenie atakiem z powietrza. Dokument przygotowano wspólnie z Państwową Strażą Pożarną i ekspertami ochrony ludności.
Instrukcja zawiera wskazówki dotyczące m.in. wyboru bezpiecznego miejsca, reagowania na alarm oraz korzystania z piwnic i garaży podziemnych.
Jednym z podstawowych założeń jest unikanie otwartej przestrzeni, jeśli nie można szybko i bezpiecznie dotrzeć do przygotowanego miejsca schronienia.
W takiej sytuacji bezpieczniejszym rozwiązaniem może być pozostanie w solidnym budynku.
Gdzie schronić się w budynku?
Jeżeli człowiek pozostaje wewnątrz obiektu, powinien znaleźć miejsce możliwie dobrze osłonięte.
Chodzi przede wszystkim o pomieszczenia oddalone od okien i przeszkleń, wewnętrzne części budynku, piwnice, garaże podziemne albo najniższe kondygnacje, jeśli pozwala na to konstrukcja obiektu.
W praktyce stosowana jest również tzw. zasada dwóch ścian. Oznacza ona, że między osobą a przestrzenią zewnętrzną powinny znajdować się co najmniej dwie solidne przegrody.
Takie zasady zaczynają być stosowane również w instytucjach publicznych, w których wyznacza się miejsca pozwalające ludziom pozostać wewnątrz budynku zamiast wychodzić na otwartą przestrzeń.
Przychodnia jest trudniejsza do ewakuacji niż zwykłe biuro
W placówce medycznej sytuacja jest jednak bardziej skomplikowana niż w typowym miejscu pracy.
Część pacjentów może mieć ograniczoną możliwość poruszania się. Ktoś może korzystać z wózka, ktoś inny przebywać właśnie w gabinecie zabiegowym. W poczekalni mogą być rodzice z małymi dziećmi oraz osoby starsze wymagające pomocy.
Dlatego plan działania powinien zostać przygotowany przed pojawieniem się alarmu.
Personel powinien wiedzieć, gdzie znajduje się najbezpieczniejsza część budynku, jak pomóc osobom z ograniczoną mobilnością i kto wydaje polecenia dotyczące przemieszczania pacjentów.
Straż pożarna może pomóc ocenić konkretny budynek
Po spotkaniu lekarzy ze strażakami pojawił się pomysł oceny poszczególnych placówek.
Państwowa Straż Pożarna zadeklarowała gotowość do pomocy lekarzom w ustaleniu, czy w konkretnym obiekcie lepiej pozostać, czy bezpieczniejszym rozwiązaniem będzie przejście do innego miejsca.
Ma to znaczenie, ponieważ przychodnie działają w bardzo różnych budynkach.
Jedna może zajmować nowoczesny obiekt z podziemnym garażem i wewnętrznymi korytarzami. Inna znajduje się w niewielkim pawilonie z dużymi przeszkleniami. Jeszcze inna działa na parterze budynku mieszkalnego.
Jednego technicznego rozwiązania dla wszystkich placówek nie da się więc zastosować.
Lekarze pytają także o stanowisko NFZ
Problem nie kończy się na fizycznym bezpieczeństwie pacjentów i personelu.
Lekarze zwracają uwagę również na formalną stronę przerwania pracy. Pojawia się pytanie, jakie konsekwencje może mieć czasowe wstrzymanie udzielania świadczeń z powodu alarmu.
Przedstawiciele POZ wskazywali, że potrzebują jasnego stanowiska Narodowego Funduszu Zdrowia w sprawie sytuacji, w której placówka ogranicza lub przerywa przyjmowanie pacjentów ze względów bezpieczeństwa.
To istotne zwłaszcza wtedy, gdy alarm trwa kilkadziesiąt minut, a na ten czas zaplanowane są kolejne wizyty.
Nie każdy Alert RCB wymaga takiej samej reakcji
Kolejnym problemem jest różny charakter ostrzeżeń.
Samo otrzymanie wiadomości od RCB nie zawsze oznacza konieczność natychmiastowego ukrycia się lub ewakuacji.
Komunikaty mogą najpierw informować o zagrożeniu, działaniach służb albo wojskowego lotnictwa, a dopiero później wskazywać na konieczność znalezienia bezpiecznego miejsca.
Dlatego najważniejsza jest dokładna treść otrzymanej wiadomości.
Trzeba również śledzić kolejne komunikaty służb, ponieważ poziom zagrożenia może się zmieniać, a alarm może zostać odwołany.
Pacjent nie powinien sam wychodzić z przychodni
Jeżeli alarm zastanie pacjenta w przychodni, pochopne opuszczenie budynku może być złym rozwiązaniem.
W przypadku bezpośredniego zagrożenia z powietrza należy przede wszystkim stosować się do komunikatów służb oraz poleceń personelu placówki.
Jeżeli w przychodni wyznaczono bezpieczniejsze pomieszczenie, personel może skierować tam pacjentów. Jeśli natomiast wydano polecenie przemieszczenia się do konkretnego miejsca ochrony, należy postępować zgodnie z instrukcjami.
Nie należy samodzielnie wychodzić na otwartą przestrzeń tylko dlatego, że uruchomiono syrenę.
Szpitale działają inaczej niż małe przychodnie
Ostatnie alarmy pokazały również różnicę pomiędzy podstawową opieką zdrowotną a dużymi szpitalami.
Duże placówki dysponują zwykle planami zarządzania kryzysowego, procedurami wewnętrznymi oraz personelem odpowiedzialnym za bezpieczeństwo. W sytuacji poważniejszego zagrożenia mogą również otrzymywać konkretne polecenia od administracji publicznej i służb.
W małej przychodni sytuacja może wyglądać zupełnie inaczej.
W niewielkiej poradni nie zawsze istnieje rozbudowana struktura zarządzania kryzysowego, a decyzję trzeba podjąć szybko, często przy obecności wielu pacjentów.
Przychodnie potrzebują procedur przygotowanych wcześniej
Najważniejszym wnioskiem z ostatnich alarmów jest potrzeba przygotowania placówek jeszcze przed wystąpieniem realnego zagrożenia.
Przychodnia powinna wiedzieć, gdzie skierować pacjentów, które pomieszczenia są najbezpieczniejsze, kto podejmuje decyzję o zmianie organizacji pracy i jak pomóc osobom, które nie mogą samodzielnie się przemieścić.
MSWiA przygotowało już ogólną instrukcję obowiązującą mieszkańców całego kraju. Lekarze wskazują jednak, że potrzebne jest jej przełożenie na praktyczne procedury funkcjonowania placówek medycznych.
Dopiero wtedy alarm nie będzie oznaczał improwizowania w sytuacji, gdy w poczekalni znajduje się kilkanaście lub kilkadziesiąt osób.
Podstawy prawne:
- Ustawa z 5 grudnia 2024 r. o ochronie ludności i obronie cywilnej
- Ustawa z 24 sierpnia 1991 r. o ochronie przeciwpożarowej
- Rozporządzenie Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji z 7 czerwca 2010 r. w sprawie ochrony przeciwpożarowej budynków, innych obiektów budowlanych i terenów
- Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji
- Rządowe Centrum Bezpieczeństwa
- Komenda Główna Państwowej Straży Pożarnej
- Radio Lublin
- Medonet
- Lubelski Związek Lekarzy Rodzinnych-Pracodawców
Komentarze (0)