Gdy zapadał zmrok, a zimowe światło odbijało się od kamienic Głównego Miasta, kolędowanie znów stało się częścią miejskiego krajobrazu.
Gdański Orszak Kolędniczy wyruszył spod Złotej Bramy
W niedzielę 4 stycznia 2026 roku o godzinie 16:30 spod Złotej Bramy w Gdańsku wyruszył Gdański Orszak Kolędniczy zorganizowany przez Stowarzyszenie KAWKA. Bez sceny, bez nagłośnienia i bez biletów. Za to z żywym śpiewem, ruchem i bezpośrednim kontaktem z ludźmi.
Orszak przeszedł ulicą Długą w kierunku Fontanny Neptuna, następnie przez Długi Targ, Pończoszników i nabrzeże Motławy. Dalej kolędnicy ruszyli wzdłuż nabrzeża na północ, by wrócić w głąb miasta ulicami Świętego Ducha, Kozią, Piwną i Chlebnicką. Cała trasa stała się na ten czas przestrzenią spotkania. Przechodnie zatrzymywali się spontanicznie. Jedni szli obok przez kilka minut, inni dołączali na dłużej. Byli tacy, którzy obserwowali orszak z okien i progów kamienic.
Kolędnicy i ich postacie. Maski, symbole i życzenia
W orszaku pojawiły się tradycyjne postacie kolędnicze, znane z opisów etnograficznych i przekazów ludowych. Na czele szedł gwiazdor, za nim turoń, koza, bocian, baba, cyganka, wojowie, kupiec, diabeł i kostucha. Każda z tych postaci niosła znaczenie, symbol i określoną rolę w grupie.
Maski wykonane z prostych materiałów, futra, dzwonki i rekwizyty przyciągały uwagę, szczególnie dzieci. Dorośli reagowali inaczej. Często z uśmiechem, czasem z zaskoczeniem, czasem z nostalgią. Kolędnicy składali życzenia noworoczne, śpiewali kolędy i krótkie przyśpiewki. Nie odgrywali spektaklu. Wchodzili w relację. Zatrzymywali się, odpowiadali na zaczepki, reagowali na miasto takim, jakie było w danej chwili.
Wspólne kolędowanie zamiast widowiska
Gdański Orszak Kolędniczy nie miał charakteru wydarzenia estradowego. Nie było wyraźnej granicy między wykonawcami a publicznością. Kolędowanie działo się w ruchu, w dialogu i w zmieniającej się przestrzeni miasta.
To podejście bliskie dawnym praktykom, w których kolędnicy wchodzili do domów i obejść, a nie występowali dla biernych widzów. Tu rolę izb przejęły ulice, place i lokale na trasie przemarszu.
Wraz z zespołem Białogłosy kolędnicy odwiedzili zaproszone bary, restauracje i kawiarnie. W tych miejscach śpiew mieszał się z rozmowami i dźwiękiem naczyń. Kolęda przestawała być „programem”, a stawała się chwilą wspólnego bycia.
Przekaz, który działa tylko w praktyce
W tradycyjnych orszakach kolędniczych ważna jest struktura i przekaz międzypokoleniowy. Doświadczeni prowadzą młodszych. Pokazują, kiedy wejść, jak zapytać o zgodę na kolędę, jak rozpocząć śpiew, gdy wokół panuje gwar.
Ten mechanizm był widoczny także w Gdańsku. Orszak działał jak zgrana grupa, w której role były znane, ale nie sztywne. Młodsi uczyli się przez obserwację i uczestnictwo, a starsi przekazywali wiedzę w działaniu, nie w teorii.
To właśnie ten element sprawia, że kolędowanie nie zamienia się w rekonstrukcję, lecz pozostaje żywą praktyką.
Stowarzyszenie KAWKA i obecność tradycji w mieście
Organizatorem wydarzenia było Stowarzyszenie KAWKA, które od lat działa na rzecz przywracania tradycyjnych form kultury w nowym, miejskim kontekście. Gdański Orszak Kolędniczy jest jednym z tych działań, które konsekwentnie budują przestrzeń dla spotkania, wspólnoty i praktykowania tradycji poza muzeum i sceną.
Komentarze (0)